wtorek, 10 czerwca 2014

Syreni Śpiew - recenzja fanfiction

Syreni Śpiew

Tak właśnie nazwała Lampira7 swoje autorskie fanfiction, ono zostało zaprezentowane w trochę niezgrabnej sylwetce. Jest to fanfiction dobre, nie mam do tego wątpliwości, ale jednak... Brakowało mi czegoś w tym opowiadaniu.
Jak możecie się domyślić to fanfiction ma coś wspólnego z Syrenami, owszem.
A zgadnijcie, kto jest syreną w tym fanfiction?
Harry Potter, największy dziwoląg w mieście, wiecznie (niby) wystraszony, przestraszony, boi się jakiegokolwiek dotyku.
No nieźle - pomyślałem, gdy zacząłem czytać te opowiadanie.
Bowiem Harry miał ciężkie dzieciństwo, maltretowali, znęcali, a dodatkowo nazywali go dziwolągiem.
Dodatkowo, bał się jakiegolwiek kontaktu fizycznego z kimkolwiek. No dobra, przełknąłem to.
Zerknąłem na zegarek i pomyślałem: 'ciekawe, czy zdążę przeczytać fanfiction do wieczora', a była godzina 13.
Nie pomyliłem się, bowiem o 20 już miałem fanfiction za sobą.
Fanfiction do tej pory liczy skromne 23 rozdziały, upchane w prawie 100k słów. Not bad.
Ależ tak, wróćmy do fabuły!
Bał się dotyku fizycznego, a do pięknego, mrocznego, a na dodatek seksownego (nie, nie wytrzymam, ble) profesora eliksirów.
Bał się kogokolwiek dotykać, ale jednak Severus nie był mu straszny. Oparł się o niego, nie zważając na to, że jego (halellujah!) prawie-zmarły ojciec chrzestny to dzieciak mniejszy od niego, rzuci się na Severusa.
Okej, ale najlepsza postać to Remus! Zrobili z niego...
Wilczusia.
Geja/homoseksualistę.
Przełknąłem też to, a niech mnie diabli, przecież to yaoi, czego oczekiwałem?
Myślałem, że Lampira7 da nam trochę odetchnąć od zapachu czyhającego wszędzie nasienia... Jednak nie, nigdzie (Artur Weasley z tego co pamiętam, nie pojawił się w ani jednym epizodzie) nie było heteroseksualnej pary.
No, aktorka udzieliła nam masowego homo przyjęcia.
I tak o to, Harry jest syreną.
Męską. WTF? Ależ okej, drobna fantazja ukazała się naszej autorce, kusząc niczym Harry Severusa, by wsadził palca do jego anusa.
Błędy były, nie bójcie się. Małe, ale jednak. Skromne ortograficzne błędy, a do tego parę literówek.
Bywało gorzej.
Potem się okazało, iż Harry odziedziczył płetwę po matce, a ruda lisica po swojej babce.
Taaak, uwielbiam. Robienie z mugolaków czarodziejski ród. Tego oczekiwałem.
A tak serio, nie widzę sensu podnoszenie rangi rodów, które nie pojawiły się nawet w kanonie, no halo.
Kilkanaście rozdziałów minęło, a Harry już parę razy wytrysnął profesorowi na rękę, a w ostatnim rozdziale został potraktowany penisem Severusa po tyłku.
Opisy samych scen erotycznych były... Całkiem niezłe.
Nie szczegółowe, ale jednak całkiem, całkiem oddawały przeżycia Harry'ego.
Fanfiction niezłe, ale większość tego to masturbacja, myślenie o Severusie, a dopiero heeeeeeeeń dalszy świat czarodziejów.
Spodziewacie się mega-ultra-hiper relacji z przyjaciółmi? Zapomnijcie.
Jest ich tam tak masakrycznie mało, że ma się wrażenie jakby się czytało dziennik zboczonego nastolatka, a nie młodego chłopca, który odkrył, że jest gejem, syreną, a na dodatek dziwolągiem, ulubionym słowem Petunii Dursley kończąc dzisiejszą notkę.